|
środa, 18 kwietnia 2007
Krótkie podsumowanie
![]() Generalnie wyjazd uważamy za bardzo udany, ale szczerze mówiąc jeśli miałbym tam specjalnie lecieć z Europy to chyba nie warto. Natomiast bezwzglęnie warto wypuścić się tam, jesli mieszka się w USA lub tak jak my – jest się tam na kilka tygodni i wygospodaruje się kilka dni. Największe atrakcje to bezwzględnie jaskinie Rio Camuy, Radioteleskop, La Ruta Panoramica i Las tropikalny El Yunque. No i oczywiście plaże – dla tych co lubią. Zwykle ludzie pytają o ceny, oto kilka przykładowych:
Zapraszam także na mój drugi blog o Hawajach Puerto Rico: Las Cavernas del Rio Camuy
Ostatniego dnia udało nam się zwiedzić zespół jaskiń krasowych „Rio Camuy”. ![]() Znajdują się one w środkowej części wyspy, zaledwie kilka kilometrów od obserwatorium astronomicznego. Jednak gdy zwiedzaliśmy obserwatorium to lunął deszcz i jaskiń tego dnia nie dało się zwiedzać. To pokrzyżowało nasze plany i musieliśmy zmodyfikować nasz program zwiedzania w stosunku do pierwotnego. Przez to nie zobaczyliśmy zachodniego wybrzeża ze stolicą surfingu – Rincon, ale za to zobaczyliśmy Ponce. ![]() Zależało nam jednak na zwiedzeniu tych jaskiń, więc ostatniego dnia zanocowaliśmy w okolicy i rano przybyliśmy do parku. Bezwzględnie popłaciło, bowiem jaskinie są olbrzymie i przepiękne. Zgodnie z zasadą „naj” jest to trzeci pod względem wielkości zespół jaskiń na świecie. ![]() Rzeka Camuy, płynąca z gór do Atlantyku przez wapienne wzgórza wyrzeźbiła przez miliony lat potężne dziury w ziemi i przyozdobiła je stalaktytami i stalagmitami. Sklepienie gdzieniegdzie sięga 60 metrów, zaś rzeka płynie w szczelinach o głębokości nawet 50 metrów. W jaskiniach mieszkają setki tysięcy nietoperzy. El Yunque
Na koniec zostawiliśmy sobie dwie największe atrakcje turystyczne: las tropikalny El Yunque i jaskinie Rio Camuy. ![]() El Yunque to górzysty obszar o powierzchni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych porośnięty dżunglą tropikalną. Teren jest włączony do amerykańskiej sieci parków narodowych. ![]() Przez las prowadzi wiele górskich szlaków, od bardzo łatwych, których przejście zajmuje kilkanaście minut po wielogodzinne trasy wiodące przez kilak szczytów. W lesie jest bardzo wilgotno, poprzecinany jest on wieloma górskimi potokami, które gdzieniegdzie tworzą wysokie wodospady. ![]() ![]() Na terenie parku rośnie kilkaset gatunków drzew, w większości zupełnie nieznanych oraz niezliczona liczba innych roślin, w tym kwiatów. ![]() Jest też kilka starych wieży stojących na szczytach, z których roztacza się przepiękny widok na dużą część wyspy. ![]() Przy wjeździe na teren jest spore centrum informacyjne, gdzie można obejrzeć film o lesie, dowiedzieć się sporo z licznych tablic informacyjnych, otrzymać mapę czy zasięgnąć rady rangera odnośnie zaplanowania pobytu – w zależności od czasu, jakim dysponujemy i naszych preferencji spacerowych dobierze on odpowiednie trasy. Przez park – a jakże – prowadzi kilkunastokilometrowa szosa z parkingami, przy których rozpoczynają się leśno-górskie szlaki. Na zwiedzenie parku warto zarezerwować cały dzień. Północnowschodnie Portoryko
Po La Ruta Panoramica i Ponce przebazowaliśmy się na drugi koniec wyspy, w okolice parku narodowego El Yunque – jedynego lasu tropikalnego na terenie USA. Jeśli ktoś był w USA to zapewne zauważył, że każda, choćby najbardziej zwyczajna rzecz jest tam zawsze przedstawiona jako „naj“ w jakiejś tam, stworzonej specjalnie dla tego celu kategorii, albo wręcz jako jedyna spełniająca jednocześnie jakieś tam kryteria. Zanim tam pojechaliśmy, postanowiliśmy chwilę zrelaksować się na plaży i zanocowaliśmy w północnowschodniej części wyspy, w miejscowości Fajarado, nieopodal lasu El Yunque. ![]() W tej części plaże należą ponoć do najlepszych na wyspie (równie dobre, a z punktu widzenia surfingu wręcz lepsze są na zachodzie, ale tam nie dotarliśmy), tak więc począwszy od San Juan mija się mnóstwo ekskluzywnych resortów, często zajmujących po kilka kilometrów kwadratowych, z polami golfowymi i pięciogwiazdkowymi hotelami. ![]() My szukaliśmy czegoś tańszego i trafiliśmy na fajny hotelik w mieście Fajarado wraz z restauracją serwującą świeże owoce morza. W okolicy jest też ciekawostka – niestety nie udało się nam jej zobaczyć bo tego dnia była nieczynna. Jest tam niewielki rezerwat Las Cabezas de San Juan Nature Reserve, w którym tak się złożyło, że w naturalny sposób nieopodal siebie powstało siedem różnych typów wybrzeża morskiego, m.in rafa koralowa, plaże piaszczysta i kamienista, namorzyny czy laguna. Całośc można zwiedzać kajakiem, ale nas to niestety ominęło. Co do plaży to trafiliśmy na miłą publiczną plażę w Luquillo z parkingiem, wypożyczalnią leżaków, prysznicami, barami i sklepami, gdzie za kilka dolarów można było miło spędzić nawet cały dzień. ![]() Portoryko leży w strefie międzyzwrotnikowej, tego dnia w Europie był ostatni dzień zimy: tam temperatura wynosiła ok. 30 stopni i była bardzo ciepła woda. ![]() Po całej tej okolicy (nawet w centrach miasteczek) biegają olbrzymie iguany. Dużo z nich leży przejechanych na ulicach czy autostradach. Nie wydaje się, aby były groźne dla ludzi – widziałem jedną biegnącą po ulicy w mieście i nikt nie zwracał nią uwagi. Są bardzo szybkie, więc trudno je sfotografować, ale jedną udało nam się wypatrzeć na wraku samochodu w lasku, gdzie specjalnie się w tym celu zatrzymaliśmy (na szosie leżało kilka przejechanych, pomyślałem, że na pewno w lesie są żywe). Jak widać jest wielkości jamnika albo i większa. ![]()
środa, 11 kwietnia 2007
Puerto Rico: Ponce
Ponce to drugie co do wielkości miasto Portoryko położone na południowym brzegu, czyli nad Morzem Karaibskim. ![]() ![]() Spędziliśmy tam noc – konieczność skorzystania z Internetu zmusiła nas do zjechania z gór i poszukania noclegu w bardziej cywilizowanym miejscu. Miasto ma bardzo ładny i wyremontowany rynek. Jest na nim kilka kolonialnych kamienic, bardzo ładny hotel z ogrodami, park z fontannami i biuro informacji turystycznej w odrestaurowanej remizie strażackiej. W okolicy jest sporo barów i restauracji, ale w niedzielę koło 23 niemal wszystkie były zamknięte. Mimo to bardzo miło wspominam wieczór spędzony na spacerze po centrum i kilka drinków w barze, a następnie cygaro w parku. Miasto było zupełnie inne niż San Juan – ciche i spokojne. Generalnie trochę żal, że nie starczyło czasu, żeby spenetrować okolicę, ale wyjazd na 4 dni zawsze stawia przed takimi wyborami. ![]() Ponce ma bardzo ciekawą historię – przez stulecia rozwijało się dzięki kontrabandzie i zawsze było bardzo niezależne, aż do momentu zajęcia Portoryko przez USA (1898 r.) miało własne władze i walutę. Tu produkuje się rum DonQ – ponoć przez miejscowych częściej kupowany i uznawany za lepszy niż Bacardi.
Kilka ogólnych spostrzeżeń
Podczas pobytu poczyniliśmy kilka oderwanych od konkretnego miejsca obserwacji, więc zebrałem je w tej notce. ![]() Charakterystyczną rzeczą dla Puerto Rico (a szczególnie rzuca się to w oczy na dziewiczej Ruta Panoramica) są wszechobecne wraki samochodów i ogólnie mnóstwo walających się śmieci. Niektóre (jak te na zdjęciu) widać, że stoją od wielu lat i to w rezerwacie, ale nikt się tym nie przejmuje. ![]() Uczniowie (i uczennice) chodzą do szkoły w mundurkach, zupełnie jak w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej i zupełnie nie jak w USA (i zupełnie jak u nas być może już niedługo). ![]() Na Portoryko wszystko, ale to dosłownie wszystko jest okratowane. Każdy dom, niezależnie czy stoi w mieście, czy daleko w lesie jest otoczony płotem i wszystkie okna i balkony mają grube kraty. Osiedla domków jednorodzinnych robią wręcz nieprzyjemne wrażenie, bowiem te kraty – często malowane – są bardzo widoczne. Widać musi być tam dużo złodziei, skoro ludzie się tak kratują. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to w rejonach odwiedzanych przez turystów jest bardzo bezpiecznie – często zdarzało nam się zostawiać cały bagaż w bagażniku (no powiedzmy oprócz najwartościowszych przedmiotów jak gotówka czy dokumenty) i nigdy nie robiliśmy tego z poczuciem zagrożenia. Pytaliśmy zresztą obsługi w hotelach czy parkach narodowych czy należy się liczyć z tym, że włamanie mogą zrobić i za każdym razem mówiono nam, że tu na pewno nie. ![]() ![]() Z drugiej strony kilka razy zapuściliśmy się samochodem w jakieś boczne dzielnice (np. trochę zbłądziliśmy na przedmieściu San Juan szukając fabryki Bacardi) i tam nie wyglądało to dobrze. Po ulicach kręciły się tabuny takich cwaniaczków w dresach i ze złotymi łańcuchami na szyjach, wszystko (to znaczy wszystkie slumsy naokoło) totalnie zakratowane, kupa śmieci, sfory bezpańskich psów, dzieci w rynsztokach albo jeżdżące po jezdni na koniu. ![]() Na całym Portoryko obowiązuje bezwzględny zakaz palenia w jakichkolwiek miejscach publicznych. Nie wolno palić nie tylko w barach czy hotelach, ale nawet na tarasach czy we wszystkich miejscach, gdzie mogłoby to komukolwiek przeszkadzać. Turyście pozostaje właściwie tylko odludne miejsce na dworze. Portoryko leży w obszarze cyklonów tropikalnych. Co kilka lat wyspę nawiedza kataklizm w postaci potężnego huraganu czyniącego nieprawdopodobne spustoszenia. Przewodnik nieraz wspominał o pomniejszych atrakcjach turystycznych, zniszczonych np. w 1992 roku i do dziś nieodbudowanych.
wtorek, 10 kwietnia 2007
La Ruta Panoramica
Ukrytą perłą Puerto Rico jest droga biegnąca ze przez całą wyspę z zachodu na wschód po szczytach pasma górskiego Cordillera. Droga jest nieprawdopodobnie kręta i miejscami bardzo wąska, jazda nią jest więc bardzo uciążliwa, nawet w dzień i przy pięknej pogodzie. Jednak widoki roztaczające się zapierają dech w piersiach. Z wielu miejsc odległe o kilkadziesiąt kilometrów Ocean Atlantycki (na północy) i Morze Karaibskie (na południu). ![]() ![]() Mimo bezwzględnych walorów turystycznych bardzo niewiele osób zapuszcza się w te strony. Ponoć większość odwiedzających Puerto Rico spędza cały urlop na plaży, wypuszczając się najwyżej na jeden dzień do parku narodowego El Yunque (o nim dalej) lub na starówkę do San Juan. Tak więc jedyne napotkane osoby to miejscowi, zwykle jeżdżący po serpentynach jak szaleni lub ewentualnie kilkudziesięcioosobowe grupy amerykańskich motocyklistów na Harleyach, którzy najwidoczniej upodobali sobie tę trasę. Trzeba przyznać, że taka grupa wyprzedzająca samochód na górskiej drodze albo pokrzepiająca się w barze robi spore wrażenie i budzi respekt. ![]() ![]() Bary na tej trasie to zresztą osobna historia – jest ich niewiele a te które są niewiarygodnie obskurne i na ogół łączą w sobie funkcje hotelu, restauracji, baru, kasyna, sklepu i centrum towarzyskiego dla kilku okolicznych wiosek. W żadnym z nich nie ma dostępu do Internetu a obsługa mówi tylko po hiszpańsku. Mimo to mają swój urok, jedzenie jest smaczne, a obsługa uprzejma. ![]() ![]() W jednym spotkała nas niespodzianka, bo przechodzący koło nas sprzedawca od razu rozpoznał język polski. Zaskoczeni zapytaliśmy, skąd wie, że to polski, a on na to, że przez 29 lat w Nowym Jorku pracował z Polakami. Potrafił nawet coś tam powiedzieć, kilka podstawowych zwrotów. ![]() Przejechaliśmy tylko 60-kilometrowy odcinek „La Ruta Panoramica”, ale w tym ten najciekawszy – Reserva Forestal Toro Negro. Droga przechodzi w nim tuż pod kilkoma szczytami, w tym pod najwyższym na Portoryko – Cerro de Punta, wznoszącym się 1200 metrów nad poziom morza. Widok zapiera dech – widać dokładnie całą wyspę, a w pogodne dni ponoć nawet sąsiednie. Tego dnia powietrze było niezbyt przejrzyste, ale i tak widzieliśmy miasta odlegle po kilkadziesiąt kilometrów. ![]() Na każdym ze szczytów jest mnóstwo rozmaitych anten, tak więc na każdy szczyt jest betonowa droga. Ta na Cerro de Punta była niewiarygodnie kręta, stroma i wąska. Gdybyśmy po drodze spotkali jakiś inny samochód, ktoś musiałby się kilka kilometrów cofać. O wyminięciu się nie było tam absolutnie mowy. ![]() Parque Indigena Caguana
W centralnej części wyspy, nieopodal miasteczka Utuado znajduje się szereg zabytków z okresu prekolumbijskiego. Przed przybyciem Hiszpanów wyspę zamieszkiwali Indianie Taino, jednak, podobnie jak w Ameryce Północnej, kilkaset lat dominacji europejskiej i związane z tym choroby i niewolnictwo spowodowały ich wyginięcie. Indianie Taino charakteryzowali się tym, że grali w piłkę. Miało to charakter tyleż rozrywki i rywalizacji, co ceremoniału religijnego. Gra odbywała się na specjalnym boisku a celem było utrzymanie piłki jak najdłużej w powietrzu. Drużyna, która pierwsza upuściła piłkę – przegrywała. ![]() Zwiedziliśmy park, w którym zostały odtworzone dawne obiekty do uprawiania tej gry oraz miejsca, gdzie mieszkali kapłani odpowiedzialni za organizację zawodów. Akurat odbywał się tam jakiś pokaz tradycyjnych tańców, w którym brali udział autentyczni Indianie. ![]() Na niektórych kamieniach widać petroglify. Jest także kilka ciekawych, nietypowych drzew. Park znajduje się już nieopodal pasma górskiego, więc okolica jest przepiękna. Zwiedzenie tego bardzo ładnego parku zajmuje mniej niż godzinę i jest bardzo przyjemne, ale trzeba sobie powiedzieć szczerze, że nie ma tam nic nadzwyczajnego. Przeszkadzają też trochę łażące w wielu miejscach wielkie gryzące mrówki. ![]() Nieopodal, w miejscowości Jayuya znajduje się jeszcze jeden ośrodek poświęcony rdzennej ludności – CEDETRA. W tamtejszym muzeum znajduje się ponoć wiele różnych przedmiotów z wykopalisk lub ich replik, jednak z braku czasu nie dotarliśmy tam i trudno jest mi powiedzieć, czy jest to coś godnego polecenia. Observatorio de Arecibo
Kolejny punkt na naszej trasie to Obsevatorio de Arecibo - gigantyczny radioteleskop w górach służący do rozmaitych badań astronomicznych. Jego rozmiary trudno sobie wyobrazić, dopóki się go nie zobaczy. Jest to kolosalna niecka zajmująca sporą część doliny i wielkie dźwigi sterujące urządzeniami zawieszonymi nad tą niecką. Niecka odbiera fale radiowe, które skupiane są przez specjalne urządzenia wiszące na stalowych linach – jak kolejki linowe. ![]() W budynku teleskopu jest – a jakże – muzeum. Jak to w Ameryce, nie ma tam barierek ze sznurków z tabliczkami „nie dotykać” ani pani woźnej pilnującej, żeby nie zbliżać się do eksponatów. Znajduje się tam mnóstwo różnych urządzeń, na których można sobie samemu robić doświadczenia, które pomagają zrozumieć różne zjawiska z dziedziny astronomii czy fizyki. Jest także kilkunastominutowy film o teleskopie i naukowcach przyjeżdżających prowadzić tam jakieś badania, ale niestety jest on przerażająco nudny. Na terenie tego teleskopu nakręcono wiele filmów, w tym „Goldeneye” o Jamesie Bondzie i odcinek „The X-Files”. Xtreme Divers
Kolejnego dnia przejeżdżaliśmy w okolicy jedynego lotniska na Portoryko, gdzie organizowane są skoki spadochronowe. Ponieważ zachciało mi się skakać, zatrzymaliśmy się na chwilę. Firma nazywa się Xtreme Divers i faktycznie było dosyć extreme, bo akurat jak przyjechaliśmy, to na tym lotnisku rozbił się samolot. Nie jakiś duży, Cessna albo Piper, ale było od razu wielkie zbiegowisko, straż pożarna, policja, pogotowia, telewizja etc. Wypadek miał miejsce podczas startu hen daleko na pasie, więc nie widzieliśmy dokładnie – ale wieczorem w telewizji pokazali i powiedzieli, że pilot przeżył, ale samolot został rozbity doszczętnie. ![]() Nie zrażeni przeciwnościami chcieliśmy mimo to poskakać. Jednak w związku z wypadkiem zostały wprowadzone jakieś ograniczenia w ruchu po lotnisku i ogłoszono przerwę, a nie mieliśmy czasu czekać, więc zrezygnowaliśmy. Zabawnie wyglądał proces rejestracji: właściciel powiedział, jakie dokumenty są wymagane (m.in amerykańska licencja USPA, książka skoków), a kiedy się okazało, że większości z nich nie mamy to poprosił, żebyśmy pokazali te, co mamy. Pokazaliśmy jedyne, które mieliśmy: polskie licencje, a on powiedział – OK i mogliśmy skakać ☺ ![]() A jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć, jak to jest skoczyć sobie ze spadochronem to serdecznie zapraszam do naszej szkoły. To naprawdę proste. ![]() Fabryka i Muzeum Bacardi
Na przedmieściu stolicy znajduje się fabryka rumu Bacardi, a w niej muzeum, sklep firmowy i bar. Wszystko to można zwiedzać i to zupełnie za darmo. ![]() Po przyjeździe na miejsce otrzymuje się bezpłatnie bilety na dwa drinki a następnie czeka w barze w ogrodzie na rozpoczęcie wycieczki. Barmani mają dostępne wszystkie produkty firmy Bacardi i na życzenie mogą zmiksować dowolnego drinka. ![]() Ponoć miejscowi czasami przychodzą do fabryki, odbierają dwa bezpłatne drinki a potem uchodzą, jeszcze zanim zacznie się wycieczka. Podczas wycieczki przewodnik opowiada historię rodziny i firmy Bacardi a następnie wyświetlany jest krótki film pokazujący rozwój biznesu. Firma powstała w XIX wieku na Kubie, ale po rewolucji w obawie przed konfiskatą przez komunistów musiała się przenieść na pobliskie Portoryko. Obecnie ma kilka fabryk w rejonie Karaibów i Ameryki Środkowej (Bahama, Bermudy, Meksyk) i jest największym na świecie producentem rumu. ![]() Po filmie przechodzi się do multimedialnej wystawy, gdzie od początku do końca jest pokazany proces produkcji rumu – od trzciny cukrowej aż po globalną dystrybucję. Jak to zwykle w Ameryce – wszystkiego można dotknąć, popróbować i pobawić się. Są np. beczki z zapachami, komputery z prezentacjami multimedialnymi i wiele innych rzeczy. Na koniec trafia się do baru, gdzie barman pokazuje, w jaki sposób należy robić drinki, oryginalnie miksowane właśnie z Bacardi, czyli Mojito, Daiquiri oraz Cuba Libre. Opowiada historię każdego z nich oraz dokładnie tłumaczy, jakich składników i proporcji używa się oryginalnie oraz czym bywają one zastępowane. ![]() Na koniec – jak to w Ameryce – trafia się do sklepiku z pamiątkami, gdzie oprócz koszulek i czapek można kupić fajne akcesoria barmańskie oraz dowolny produkt firmy.
poniedziałek, 09 kwietnia 2007
San Juan - Pierwsze wrażenia
Na Portoryko przylecieliśmy z Orlando – lot trwa nieco ponad dwie godziny. Złożyło się tak, że wybrałem się ze znajomymi na dwa tygodnie na Florydę podnosić nasze umiejętności spadochroniarskie a przylecieliśmy kilka dni przed rozpoczęciem zajęć to zdecydowaliśmy się wyskoczyć na kilka dni pozwiedzać Puerto Rico. Bilety kupiliśmy na expedia.com z ok. 10 dniowym wyprzedzeniem i za powrotne z Orlando zapłaciliśmy 205 USD z wszystkimi opłatami, co przy obecnym kusie dolara jest naprawdę atrakcyjną kwotą. Jedyne międzynarodowe lotnisko znajduje się na przedmieściach stolicy – San Juan i tam też wylądowaliśmy. San Juan to duże i nieprawdopodobnie zakorkowane miasto na północym wybrzeżu wyspy. Miasto ciągnie się na odcinku kilkunastu kilometrów wzdłuż wybrzeża. Nad Ocenanem Atlantyckim jest kilka szerokich plaż i stojących na nich hoteli i apartamentowców. Ponoć najładniejszą plażą jest Isla Verde, znajdująca się tuż przy lotnisku – tam też skierowaliśmy się po przyjeździe. Plaże są czyste i zadbane, kręci się na nich także dużo policji. Większośc plaży jest otwarta dla wszystkich ale nie ma na nich prysznicy więc jeśli nie mieszka się w jednym z pobliskich hoteli to jest niewygodnie. Pierwsze wrażenie to silne wpływy USA – podobna ‘architektura’: wszechobecne stacje benzynowe, fast-foody, baraki, parkingi etc, tyle, że dużo więcej śmieci. Poza tym nieprawdopodobne korki, zarówno na zwykłych ulicach jak i na licznych autostradach i kompletny brak jakichkolkwiek zasad (kto większy ten pierwszy). Amerykanie przyzwyczajeni do czystości i uprzejmosci na drogach przeżywają na pewno wstrząs. Te niedogodności z nawiązką rekompensuje piękna tropikalna przyroda i gwarantowana doskonała pogoda. Puerto Rico dla początkujących
Puerto Rico (po polsku Portoryko) to państwo na wyspie na Oceanie Atlantyckim, nieopodal wybrzeża Ameryki. Wraz z Kubą, Jamajką i Dominikaną/Haiti tworzy archipelag Wielkich Antyli. Oprócz głownej wyspy do Portoryko zalicza się także kilka leżących nieopodal wysepek, z których największe to Vieques i Culebra. Portoryko stanowi także południowy wierzchołek niesławnego Trójkąta Bermudzkiego (pozostałe dwa to Floryda i Bermudy). Ta część świata bywa także często nazywana Karaibami. Państwo Portoryko jest stowarzyszone z USA. Oznacza to, że nie jst do końca samodzielne (np. stanowi z USA wspólny obszar celny, na granicy nie sprawdza się paszportów a mieszkańcy Portoryko są obywatelami USA) ale nie jest integralną częścią USA tak jak np. Hawaje (mieszkańcy Portoryko nie mogą osiedlać się legalnie w USA). Relacja ta jest bardzo skomplikowana i nie ma chyba sensu się w nią w tym miejscu zagłębiać. Językiem narodowym jest hiszpański, znajomośc angielskiego jest jednak bardzo powszechna, szczególnie w miastsach. Wyspa ma ok. 9 tysięcy kilometrów kwadratowych powierzchni. Ma kształt dość zbliżony do prostokąta – z zachodu na wschód jest ok. 170 km a z północy na południe ok. 60. Przez środek wyspy biegnie pasmo górskie. Ludność Portoryko to niecałe 4 miliony ludzi. Duża diaspora mieszna na terenie USA, szczególnie w Nowym Jorku.
sobota, 07 kwietnia 2007
Witam Wszystkich na blogu o Puerto Rico
Ostatnio spędziłem kilka dni na Puerto Rico i pomyślałem sobie, że napisanie kilku notek ze zdjęciami bedzie fajnym uzupełnieniem fotobloga o Hawajach, jakiego jesienią umieściłem na http://hawaje.blox.pl. Zebrane informacje mogą się przydać komuś, kto wybierze się tam w przyszłości, lub każdemu, kto jest ciekawy świata i lubi się czegoś dowiedzieć albo popatrzeć na zdjęcia. W poprzenim, ‚hawajskim‘ blogu pojawiły się komentarze, że trochę oschły. Nie bez powodu – tam chciałem pokazać przede wszystkim zdjęcia. Teraz postaram się napisać wiecej tekstu, szczególnie że nie mam zbyt wielu ładnych zdjęć. ![]() ![]() |
Archiwum
Zakładki:
|